Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rak. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 lipca 2016

Dieta Śródziemnomorska – 10 przykazań

Z pewnością słyszeliście o diecie śródziemnomorskiej. Jest pro-zdrowotna i warto ją stosować w chorobach układu krążenia i chorobach nowotworowych. Swoją reputację zawdzięcza statystyce. Otóż osoby żyjące w basenie śródziemnomorskim rzadziej mają problemy z układem krążenia, oraz rzadziej chorują na raka. Jednak zdrowotne działanie diety śródziemnomorskiej jest kojarzone głównie z Grecją, a w szczególności z Kretą. Nie jest to dieta nowoczesna, ale dieta wieśniaków, dieta jaką stosowali Grecy mieszkający na Krecie na początku XX wieku. Czytając o tej diecie natknęłam się na publikacje pani Itsiopoulos mieszkającej na stale w Australii i pracującej tam jako naukowiec na Uniwersytecie La Trobe w Melbourne. To właśnie ona opracowała 10 przykazań diety śródziemnomorskiej, i są one rezultatem wnikliwych badań i analiz. Chciałam się dzisiaj z wami podzielić jej wskazaniami i przy okazji dokonać własnej analizy i recenzji. Myślę, że warto, bo wg mnie, jeśli dokonamy paru modyfikacji to taka dieta może się stać idealną dietą dla każdego. Zobaczcie:

 


10 Przykazań

1.Jedynym źródłem tłuszczu jest oliwa z oliwek – wskazania: 60 ml dziennie
2. Jedz warzywa codziennie – wskazania: 100g salaty, 1 pomidor i 200g innych warzyw (do moich obliczeń użyłam 300g brokuła, 300 g ogórka, 300g marchwi, 300g cukinii i 200g papryki na tydzień)
3. Jedz 1 owoca dziennie, suszone owoce i orzechy jako przekąskę (do obliczeń użyłam 4 banany, 3 jabłka, 50g suszonych śliwek, 50g moreli, 50g orzechów włoskich i 50g migdałów na tydzień)
4. Jedz rośliny strączkowe – wskazania: 500g na tydzień (z roślin strączkowych możemy przygotować hummus i pasztet; hummus możemy jeść z tortillą na obiad, albo jako przekąskę, a pasztet do kanapek, albo również jako przekąskę z warzywami. Można również przygotowywać rożnego rodzaju”gulasze”, chili, zupy, albo sałatki)
5. Jedz dwa posiłki składające się z ryb – wskazania 300 – 400 g na tydzień
6. Jedz dwa posiłki składające się z mięsa – wskazania: 300 – 400 g na tydzień
7. Jedz jogurt i sery codziennie – wskazania: 200 g jogurtu i 60 g sera codziennie (z jogurtu możemy przygotować serek, o którym pisałam tutaj, albo użyć jako farszu do tortilli, który robimy, albo z brokułami, albo szpinakiem i również pić mleko z jogurtu, nie piszę o koktajlu owocowym, bo do końca nie jestem przekonana o jego zdrowotnym działaniu – zawiera owoce i cukier)
8. Jedz ciemne pieczywo codziennie – wskazania: 3-4 kromki
9. Wino do obiadu
10. Słodycze i desery tylko okazjonalnie (jeśli będziemy regularnie spożywać gorzką czekoladę, to dodamy sobie znaczące ilości żelaza i magnezu)

Wg takich przykazań wychodzi, że zapewnimy sobie rekomendowane dawki witaminy A, C, E, K, B1,B2, B3, B12, kwasu foliowego, wapnia, magnezu, fosforu, potasu i selenu. Będziemy mieć braki witaminy B5, B6, żelaza, i cynku. Jednak regularne spożywanie gorzkiej czekolady poprawi ilość żelaza i cynku, a do obliczeń nie zostały wliczone węglowodany, jak np. ziemniaki i kasze, które są bogate w witaminy i minerały. Można również dorzucić pestki słonecznika jako przekąskę.


WNIOSKI:

Z powyższych obliczeń wynika, że odżywiając się wg 10 przykazań diety śródziemnomorskiej nie zapewnimy sobie wszystkich odżywczych składników. Należy dodać do takiej diety węglowodany w postaci ziemniaków i kasz, jak również jajka, których brak jest w tej diecie. Również powinniśmy pomyśleć o pestkach słonecznika, i czekoladzie.

1. Dieta śródziemnomorska oparta jest na oliwie z oliwek i wiele osób może mieć z tym problemy. Jedzenie 60 ml oliwy codziennie, to w miarę dużo i jeśli nie jesteśmy przyzwyczajeni, to będzie nam bardzo trudno tego dokonać. W diecie śródziemnomorskiej nie spożywa się innych tłuszczów, jak np. masła, więc chleb często jest moczony w aromatycznej oliwie. Dodatkowo zwolennicy takiej diety mają tendencje do dodawania oliwy na koniec przygotowanego posiłku, czego my nie robimy. Myślę, że to pierwsze przykazanie będzie najtrudniejsze do wykonania, jednak jest ono bardzo ważne, ponieważ zapewnia nam rekomendowane dawki witaminy E, a jeśli czytaliście moje poprzednie posty, to wiecie, że zarówno tradycyjna dieta jak i wegetariańska ma problemy z dostarczeniem nam odpowiednich dawek witaminy E.

2. Ilość warzyw i owoców, pomimo że duża, nie jest ogromna, a więc każdy z powodzeniem jest w stanie taką ilość spożyć tygodniowo. Przykładowo marchewkę i paprykę możemy dodać do roślin strączkowych, żeby zapewnić lepsze wchłanianie składników (marchewka neutralizuje działanie kwasu fitynowego, a papryka pomoże w wchlonieniu żelaza). Cukinię każdy lubi, więc z pewnością znajdziemy zastosowanie dla niej (polecam klopsy z kaszy jaglanej i cukinii). Brokuły możemy użyć do farszu jogurtowego do tortilli. A do codziennej sałatki możemy używać salaty, pomidora i ogórka. Zjedzenie 1 owoca dziennie, najlepiej rano na czczo, albo z kaszą jaglaną, również nie powinno stanowić dla nas problemu.

3. Dużym wyzwaniem będzie spożycie 200g jogurtu dziennie. Jednak jak już wcześniej pisałam można z niego robić serek jogurtowy (tutaj), używać go do farszu do tortilli i pić mleko jogurtowe, o którym również już pisałam (tutaj). Ostatnio natknęłam się na informację, że regularne spożywanie jogurtu ze zmielonym siemieniem lnianym reguluje perystaltykę naszych jelit, więc może warto?

4. Na koniec parę słów na temat roślin strączkowych. Niestety nie są one tolerowane przez wszystkich. Uważa się, że tolerancja zależy od stanu naszych jelit, czyli od pro-zdrowotnych bakterii, które pomagają nam je trawić. Ciekawą obserwacją jest fakt, że regiony, w których spożycie roślin strączkowych jest duże, to również regiony, w których dużo spożywa się jogurtu. Wszyscy wiemy, że jogurt, ale ten naturalny, zawiera pro-biotyczne bakterie i regularne jego spożycie zapewnia nam odpowiednią florę jelitową. Może dlatego w tych regionach ludzie nie mają problemów z jedzeniem fasoli, grochu czy soczewicy? Warto o tym pomyśleć. Jeśli jednak mamy problemy z trawieniem roślin strączkowych to proponuję zacząć od małych ilości, które wcześniej zostały sfermentowane (chodzi o kwas fitynowy, o którym pisałam tutaj). Również warto pomyśleć o ograniczaniu spożycia węglowodanów, gdy jemy fasole, groch, albo soczewice – po prostu trudniej się trawi taki pokarm.
Jak przyzwyczaimy swoje jelita do roślin strączkowych, to możemy dodawać trochę węglowodanów jak np. do pasztetów, które zwykle jemy z kanapkami. Jednak dodając węglowodany do posiłków zawierających rośliny strączkowe ograniczamy ich spożycie, ponieważ zapychamy się węglowodanami, tak więc warto generalnie je ograniczać.

 

http://www.abc.net.au/health/thepulse/stories/2013/04/15/3737114.htm

niedziela, 8 maja 2016

Dżem z marchewki

...Zgadza się.... dżem z marchewki! Ja również byłam zaskoczona, gdy natknęłam się na ten przepis, a pochodzi on z XIX wieku. Nasze babki miały niesamowite pomysły i chylę przed nimi czoła. Powód dla którego chciałam spróbować tego przepisu był taki, że smakuje podobnie jak dżem z moreli, który uwielbiam. Poza tym uważam, że morele są niedoceniane. Jednak w porównaniu z marchewką morele wysiadają, więc postanowiłam zobaczyć, czy faktycznie mogę zrobić coś wartościowszego nie tracąc na walorach smakowych. Od razu mówię, że tak, dżem z marchewki smakuje podobnie jak dżem z moreli i mam nadzieję, że dacie się przekonać i spróbujecie. Jest wprost rewelacyjny.

Marchewka w sumie jest niedocenianym warzywem, jest dostępna przez cały rok i chyba jest jednym z najtańszych warzyw. Przez obecność karotenoidów, marchewka jest zaliczana do jednych z najważniejszych warzyw dostarczających nam witaminę A. Dużo czytamy o witaminie C i D, ale zdecydowanie za mało uwagi poświęca się witaminie A, a uważam, że niesłusznie. Karotenoidy zawarte w marchewce są antyoksydantami, jak również pobudzają nasz układ odpornościowy, szczególnie ten związany z układem pokarmowym. Umożliwiają pozbycie się niepotrzebnych bakterii, nawet pasożytów z naszego układu pokarmowego, aktywując do pracy nasz układ odpornościowy. Dodatkowo, z ostatnich doświadczeń wynika, że karotenoidy zawarte w roślinach (również w marchewce) pomagają w absorpcji metali (takich jak żelazo i cynk) w obecności kwasu fitynowego (zobacz tutaj). Myślę, że większość z was już wie co nieco na temat kwasu fitynowego, więc informacja, że możemy zniwelować szkodliwe działanie kwasu fitynowego zawartego w ciemnym chlebie, kaszach, czy roślinach strączkowych, dodając jedną marchewkę do posiłku jest rewelacyjną informacją. Wiele badań naukowych wskazuje, że witamina A może działać prewencyjnie na różnorodne nowotwory. Związek między witaminą A, a jej rolą antyrakową jest tłumaczony koniecznością obecności karotenoidów w stymulowaniu komunikacji międzykomórkowej. Naukowcy sadzą, że zachwiana komunikacja międzykomórkowa może być jedną z przyczyn dla których rozrost komórek rakotwórczych wymyka się spod kontroli. 

 

Trzy wyżej wymienione motywatory powinny nas przekonać, żeby wprowadzić marchewkę do codziennego menu, nie wiem czy koniecznie w postaci dzisiejszego rewelacyjnego przepisu, czyli dżemu marchewkowego, ale sadzę, że warto dodawać marchewkę do każdego sosu, dipu, czy po prostu robić pasztety z marchewki i pestek, albo roślin strączkowych. Pamiętajmy jednak, że marchewka podobnie jak pomidory zawiera karotenoidy w postaci „trans” (trudnych do przyswojenia) i gotowanie jej sprawia, że przechodzą w formę „cis”, które są przez nas przyswajalne. Tak więc marchewka gotowana jest dla nas zdrowsza niż surowa!

Przepis na dżem z marchewki jest super prosty i nie wymaga od nas dużo czasu, więc mam nadzieję, że wypróbujecie go chociażby, żeby się przekonać o smaku. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie. 


Składniki

400 g marchewki
1 szklanka cukru
skórka z 1/2 cytryny (albo z 1 calej)
sok z 1 1/2 cytryny

Marchewkę obieramy i kroimy w talarki. Połowę marchewki ścieramy na tarce i odstawiamy. Wrzucamy do garnka, zalewamy wodą i gotujemy na miękko. Odcedzamy i miksujemy ręcznym blenderem. Wrzucamy marchewkę na sitko i odciskamy nadmiar płynów. Odciśniętą marchewkę (powinno wyjść ok. 1 1/2 szklanki) przekładamy do garnka, dodajemy startą marchewkę i dodajemy cukier, oraz skórkę z cytryny. Ja użyłam skórki z 1/2 cytryny, ale teraz myślę, że można użyć jej więcej, bo potem nie będziemy musieli dodać zbyt dużo soku z cytryny. Warto poeksperymentować. W moim przypadku wyszło 1 1/2 soku z cytryny i skórka z 1/2 cytryny na na 1 1/2 szklanki przecieru marchewkowego. Przecier marchewkowy mieszamy z cukrem i gotujemy przez ok. 10 minut stale mieszając. Gotujemy do momentu, kiedy nasz dżem stanie się szklisty. Wtedy odstawiamy i przyprawiamy sokiem z cytryny. Możemy z powodzeniem wlać sok z 1 cytryny i spróbować. Jeśli zdecydujemy, że smak jest zbyt mało wyrazisty, wtedy dodajmy dodatkową porcję soku po trochu, żeby uzyskać nasz własny niepowtarzalny smak. Życzę powodzenia! 

 

http://www.whfoods.com/genpage.php?tname=nutrient&dbid=106

niedziela, 21 lutego 2016

Poradnik zdrowego odżywiania

Myślę, że wielu z nas rozmyśla co robić, żeby być zdrowym. Ja w każdym razie tak. Nurtował mnie od jakiegoś czasu problem dotyczący witamin i minerałów, a właściwie, czy jest możliwe odżywiać się zdrowo i w sposób naturalny, czyli odżywiać się tak, że każdego dnia dostarczam sobie rekomendowanej dawki minerałów i witamin. Postanowiłam więc, że przeprowadzę teoretyczny eksperyment, w którym ocenię ile i co należy jeść, żeby w sposób naturalny dostarczyć sobie wszystkich minerałów i witamin, czyli ile musimy kupić warzyw i owoców, żeby dostarczać sobie rekomendowane dawki i w związku z tym zapewnić sobie dobre samopoczucie. Moim założeniem było, że chorujemy, bo mamy niedobory witamin i minerałów. Dzisiaj chciałam się z wami podzielić moimi rezultatami.
 
 
Z moich wyliczeń wynika, że tygodniowo powinniśmy konsumować ogromne ilości warzyw (i owoców). Przykładowo na jedną osobę tygodniowo przypadają następujące ilości (11 kg warzyw i owoców; 3 kg węglowodanów; 2 kg białka):
 
1 kg buraków, 1,2 kg marchwi, 600 g selera, 300 g pietruszki, 3-4 papryki, 1 kalafior, 1 brokuł, 2 sałaty rzymskie, 1 pęczek rzodkiewki, 300 g szpinaku, 1 ogórek, 1 cukinia, 1 kg ziemniaków, czosnek, cebula, natka pietruszki, ogórki kiszone albo inne warzywa kiszone
4 jabłka, 3 banany, 6 pomidorów, 500 g winogron, 3 kiwi, 1-2 cytryny, 1-2 awokado
500 g ryżu, 1 kg chleba, 100-150 g kaszy jaglanej
250 g fasoli, 150 g ciecierzycy
500 g sera żółtego, 100 g parmezanu (albo podobnego sera), 500 g jogurtu greckiego, 4 jajka, [100-200 g sardynek]
100 g orzechów włoskich, 120 g pestek słonecznika, 300 g gorzkiej czekolady
2 puszki pomidorów, 1 przecier pomidorowy
Dodatki: oliwa z oliwek, olej słonecznikowy, ostra papryka, imbir, kurkuma, tahini
 
Wyżej wymienione produkty spożywcze przekładają się na następujące dawki minerałów i witamin na 1 osobę na 1 dzień:

Witamina A: 794%
Witamina C: 528% (czyli 316 mg/dzień)
Witamina K1: 953%
Witamina E: 85% (bez uwzględnienia olejów)
Witamina B12: 56% (bez uwzględnienia szprotek albo dużej ilości jogurtu)
Kwas foliowy: 208%
Wapń: 123%
Magnez: 97%
Żelazo: 82% (bez uwzględnienia szprotek)
Potas: 127%
Białko: 114%
 
 
Jak widać z powyższej analizy wyzwaniem dla wegetarian jest dostarczanie sobie w sposób naturalny odpowiedniej ilości witaminy B12. Rozwiązaniem takiego stanu jest włączenie do jadłospisu 100-200 g szprotek (i ja tak robię, ponieważ nie jestem w stanie stosować alternatywy z jogurtem). Innym rozwiązaniem jest branie przykładu z wegetarian z Indii, którzy spożywają duże ilości jogurtu. Z własnego doświadczenia wiem, że robią oni własny jogurt codziennie i potem go rozcieńczają wodą. Taki napój jest podstawowym napojem wegetarian w Indiach. Czyli jeśli będziemy spożywać regularnie więcej niż 500 ml jogurtu na dzień i do tego włączymy sery nie powinniśmy mieć problemów z witaminą B12. Myślę, że w Indiach jest to naturalny sposób odżywiania, bo wszystkie potrawy są bardzo ostre i jedyny napój, który jest w stanie złagodzić smak to mleko albo jogurt.
 
Jeśli chodzi o witaminę E to moja analiza pokazała, że ważnym jej źródłem są pestki słonecznika. Żaden produkt spożywczy nie jest w stanie zastąpić pestek słonecznika. Przykładowo, powinniśmy zjeść 2 awokado albo 1 brokuł dziennie, żeby dostarczyć sobie tyle samo witaminy E co znajduje się w 30 g pestek słonecznika. Warto również pamiętać, że w oliwie z oliwek, oleju słonecznikowym i oleju z winogron znajdują się znaczące ilości witaminy E tak więc regularne przygotowywanie surówek z tymi olejami jest super zdrowe i umożliwi nam uzupełnienie braków.
 
Wegetarianie również powinni uważać na poziom żelaza. Najwięcej znajduje się go w roślinach strączkowych, więc dobrym rozwiązaniem jest przygotowywanie własnego hummusu co tydzień i potem jedzenie go jak przekąskę w ciągu dnia z warzywami jak np. papryką, marchewką, rzodkiewkami, ogórkiem czy łodygami selera.
 
 
Innym kontrowersyjnym składnikiem jest witamina K2. Nie występuje ona naturalnie, znajdziemy ją w fermentowanych produktach spożywczych jak przykładowo fermentowana soja (natto), kiszone warzywa (a możemy kisić prawie wszystko, zob. tutaj), i produkty pochodzenia zwierzęcego jak sery, jajka (żółtka), masło, i mięso – tyle, że trzeba pamiętać, że mówię tu o zwierzętach na diecie „wegetariańskiej”, a nie z masowej produkcji. Jak faktycznie wygląda sytuacja z witaminą K2 do końca nie wiadomo. Kiedyś sądzono, że jesteśmy sami w stanie przekształcić witaminę K1 w witaminę K2 w naszych jelitach, jednak proces ten jest niewydajny i nie wiadomo jak bardzo. Przykładowo jeśli spożyjemy 1000% dziennej dawki (tak jak wyszło z mojego eksperymentu) witaminy K1, to ile z tej dawki zostanie przekształcone na witaminę K2? Czy dawkowanie witaminy K1 jest poprawne, czy powinno zostać zmienione (tak jak to jest z witaminą C dawka dzienna w wysokości 60 mg jest zdecydowanie zaniżona)? Czy jest szansa, że jeśli będziemy sobie dostarczać regularnie duże dawki witaminy K1, to w ten sposób zabezpieczymy się przed niedoborami witaminy K2? Czy to znaczy, że musimy się suplementować? Szczerze powiem, że nie wiem. Wydaje mi się, że każdy powinien podjąć decyzję sam.
 
Na koniec dodam, że nie potrzebujemy dużo białka, więc nigdy nie musimy się martwic o to czy nam go brakuje i że zawsze w sposób naturalny jesteśmy w stanie zapewnić sobie odpowiednie jego dawki. Ciekawym wnioskiem mojego eksperymentu jest, że najprawdopodobniej każdy z nas „przedawkowuje” ten składnik, bo ilości jakich tu użyłam są właściwie minimalne, a wiem że większość je więcej białka.
 
Również nie powinniśmy mieć problemów z kwasami omega, jeśli w naszej diecie znajdą się orzechy (najwięcej ich jest w orzechach włoskich) albo siemię lniane (wg mnie najlepsza forma jest zmielone siemię lniane i dodane do posiłku).
 
 
Wniosek z tego jest taki, że możemy się odżywiać zdrowo w sposób naturalny, ale wymaga to od nas opierania diety o warzywa i owoce (z mojego rozpisu wynika że powinniśmy spożywać 11 kg/osobę/tydzień). Pamiętajcie, że powyższe zakupy są na tydzień na 1 osobę, czyli jeśli jest rodzina 4 osobowa to kupujemy 4 razy więcej! Czy tak robimy? Myślę, że nie, a to opieram o własne doświadczenia, więc nic dziwnego, że chorujemy. Od momentu gdy przeprowadziłam ten eksperyment próbuję zmienić swoje przyzwyczajenia odnośnie tego ile warzyw i owoców spożywam tygodniowo. Powiem wam, że jest ciężko zjeść, aż tak dużą ilość warzyw i czasami brak pomysłów co z nich zrobić. Jak na razie wymyśliłam, że jeśli nie uda się wszystkiego wykorzystać, to zawsze można zrobić sok warzywny. Dodatkowo chciałabym dodać, że wyżej opisane zakupy świadczą dlaczego w przypadku ciężkich chorób jak rak sugeruje się przejście na dietę opartą głównie o warzywa. Ma to sens, bo tylko dzięki takiej diecie mamy szansę dostarczyć sobie w sposób naturalny odpowiednią ilość witamin i minerałów. Warto również pamiętać, że wydajność wchłaniania tych wszystkich witamin i minerałów również zależy od sprawności naszych jeśli, więc ilość spożywanych warzyw może się różnić – jedni będą potrzebowali więcej a inni mniej. W poprawieniu kondycji trawienia warto stosować dietę rozdzielną (zob. tutaj).
 
 
Propozycja jadłospisu:
 
Z własnego doświadczenia wiem, że największym wyzwaniem jest wymyślenie zdrowych nawyków, a to co będziemy jeść jest drugoplanowe. Przykładowo jedni będą woleć kanapkę z serem na śniadanie, a inni wybiorą jaglankę z owocami. Zarówno jedna jak i druga propozycja jest zdrowa, więc nie ma znaczenia co wybierzemy. Żeby zwiększyć przyswajalność minerałów nie zapominajmy o kwasie fitynowym (zob. tutaj) i o myciu warzyw i owoców w środowisku zasadowym, żeby pozbyć się pestycydów (zob. tutaj). Jogurt można użyć do przygotowania farszu szpinakowego do tortilli albo naleśników, albo do zrobienia sera (przepis na taki serek zamieszczę w przyszłym tygodniu). Marchewkę głównie używam do robienia soku z selerem i pietruszką. Brokuły z kolei można dodawać do ziemniaków, w ten sposób można je przemycić do posiłku bez większego wysiłku - nie dość, że takie ziemniaki super wyglądają, to na dodatek brokuły nie zmieniają smaku, przez co nawet dzieci mogą je jeść. Pestki, orzechy, awokado plus pomidory jak również hummus to moje propozycje na przekąski. Z niezjedzonych warzyw można szybko przygotować sok warzywny, a niektóre z nich można kisić. Osobiście bardzo mi smakuje kiszona marchewka, rzodkiewka, i czerwona kapusta. Nie polecam kisić brokułów, bo się rozpadają, a kalafior dziwnie smakuje. Buraki zawsze można zakisić i potem pić sok.
 
Pierwsze śniadanie: owoce - ja dzień rozpoczynam w ten sposób – jest to idealny sposób na przeczyszczenie i dodatkowo zabezpiecza nas przed fermentacją wewnątrz-jelitową. Owoce jedzone w ciągu dnia prowadzą do fermentacji wewnątrz-jelitowej, co z pewnością zmienia naszą florę bakteryjną i negatywnie wpływa na trawienie.
 
Właściwe śniadanie: frittata ze szpinakiem (zob. tutaj), kanapki z serem, kanapki z pasztetem z cukinii (zob. tutaj) jaglanka z owocami (polecam z bananem, jabłkiem i rodzynkami – banan w naturalny sposób osłodzi nam posiłek; taki zestaw jest wg mnie najzdrowszy, bo wszystkie te owoce idealnie harmonizują ze sobą, tzn. nie mieszamy owoców kwaśnych z zasadowymi. Inne owoce sprawią, że jaglanka będzie kwaśna i będziemy musieli ją dosłodzić cukrem)
 
Przekąski: pestki słonecznika, orzechy, hummus z warzywami albo salsa z chipsami tortilli, i soki warzywne (buraczano-ogórkowy, marchewkowo-selerowo-pietruszkowy)
 
Obiad: Barszcz, kotlety z kaszy jaglanej, albo gołąbki z kaszy (zob. tutaj), curry z ryżem, grochówka albo fasola chili, kalafior, albo zupa kalafiorowa, tortilla z jogurtem i szpinakiem, spaghetti, itp. (mnóstwo przepisów można znaleźć na moim blogu).
Kolacja: czekolada albo owoce (owoce jemy na koniec i po nich już nic więcej, w ten sposób również unikamy niepotrzebnej fermentacji).
 
 
W podsumowaniu powiem, że dieta wegetariańska może być zdrowa pod warunkiem, że będziemy zwracać uwagę na witaminę B12 i żelazo. Inne diety również mogą być zdrowe pod warunkiem, że włączymy do niej dużą ilość warzyw i owoców. Jeśli spożywamy mięso jako źródło białka, witaminy B12 czy żelaza, to jedzmy je tylko z warzywami, w ten sposób nie będziemy się zapychać węglowodanami, co jest naszym niezdrowym nawykiem. Moim zdaniem każda choroba (włączając raka i choroby naczyniowe) jest wynikiem niedoborów mineralnych i witaminowych, jak również naszej tolerancji na te braki. Tak więc stan chorobowy jest bardzo indywidualną sprawą i nie każde rozwiązania będą tak samo tolerowane przez wszystkich. Jednak spożywanie dużych ilości warzyw i owoców ma szansę pomoc w zachowaniu dobrego zdrowia każdej osobie. A twierdzę tak, bo myślę, że jest naprawdę mało osób na świecie którzy rzetelnie spożywają aż tak wielką ilość warzyw i owoców co tydzień, czyli jeśli to zmienimy będzie szansa, że będziemy zdrowsi i będziemy mniej chorować.
 

sobota, 20 czerwca 2015

Immunoterapia – wielki przełom?

Dzisiaj parę słów na temat „nowej” terapii na nowotwory. Mówi się, że immunoterapia zdominuje leczenie chorób nowotworowych. Pod koniec 2013 roku prestiżowy tygodnik Science uznał immunoterapię za największe osiągniecie i zwiastun największego postępu w terapii. W najbliższych 10 latach ma być wykorzystana w leczeniu co drugiego nowotworu. Immunoterapia to nowej generacji leki stymulujące układ odpornościowy chorego. Z badań opublikowanych z października 2013 r. wynika, że po użyciu immunoterapii w leczeniu groźnego raka skóry czerniaka 3 lata przeżywa 22 proc. chorych z zaawansowanym czerniakiem, którym nic wcześniej już nie pomagało.
 
www.aaaai.org
 

Wiele nowotworów unika ataku ze strony układu immunologicznego chorego, ponieważ hamuje działanie tzw. receptora PD-1. Jest to receptor immunoregulacyjny zlokalizowany na powierzchni aktywnych limfocytów T (CD4+ i CD8+) oraz limfocytów B. Po związaniu ze swoimi ligandami PD-L1 lub PD-L2 dochodzi do przerwania szlaku sygnalizacyjnego, co hamuje aktywację limfocytów T. Nowotwór może się swobodnie rozwijać. Nowe preparaty w immunoterapii działają na receptory PD-1, dzięki czemu przywracają układowi odpornościowemu umiejętność rozpoznawania i oddziaływania na komórki nowotworowe.

Wyróżnia się następujące rodzaje immunoterapii: czynna (mająca na celu pobudzenie układu odpornościowego poprzez stosowanie szczepionek nowotworowych), bierna (stosująca szczepionki zawierające przeciwciała monoklonalne) nieswoista (stosująca leki takie jak cytokiny mające uwrażliwiać nowotwory na nie), oraz terapia celowa (stosująca przeciwciała na antygeny nowotworowe).
 
citninfo.org
 

Naukowcy od lat uważają, że układ odpornościowy powinien być odpowiedzialny za leczenie wielu chorób, włączając w tym nowotwory. Z teoretycznego punktu widzenia problem w wyleczeniu nowotworów polega na zablokowaniu naturalnego systemu odpornościowego. Pierwszą przesłanką była obserwacja, że u pacjentów z zaawansowanymi nowotworami, u których doszło do ciężkich infekcji bakteryjnych z wysoką gorączką i dreszczami, guzy nowotworowe naturalnie pomniejszają się. Dzisiaj wiemy, że układ odpornościowy walczący z ciężkim zakażeniem ulega bardzo silnej aktywacji i nawet uśpione mechanizmy obrony przeciwnowotworowej mogą ulec pobudzeniu.

Strategie odblokowania hamulców z układu odpornościowego przy użyciu immunoterapii zaczęły przynosić rezultaty także w leczeniu prostaty, pęcherza moczowego, nerki, płuca i innych. Można również przypuszczać, że przy użyciu tej terapii będzie można leczyć chorobę nowotworową rozsianą z przerzutami jako chorobę przewlekłą, jak np. cukrzyca, gdzie pacjenci będą musieli tylko codziennie przyjmować leki i trzymać chorobę w ryzach....
 
plus.google.com
 

Brzmi przekonywająco? Ale niestety jest haczyk. O tym haczyku nie dowiecie się ze stron polskojęzycznych, można doczytać się z fachowych doniesień anglojęzycznych. Otóż protokoły leczenia z wykorzystaniem immunoterapii będą zawierać cały czas naświetlanie, i chemioterapię. Nic w tym zakresie się nie zmieniło. W badaniach klinicznych nie sprawdza się sposobu działania terapii immunologicznej jako samej, czyli bez dodatkowych parametrów, więc nie wiadomo czy stosowanie immunoterapii przynosi korzyść pacjentowi. Używa się jej razem z dotychczas stosowanymi metodami i tak będzie dalej. Najciekawsze w tym podejściu jest to, że immunoterapię traktuje się jak każdą inną metodę alternatywną, czyli nie sprawdza się jak działa sama. W leczeniu nowotworów tak przetestowano witaminę C, melatoninę i teraz immunoterapię. Dlaczego tak jest? Myślę, że chodzi o to, żeby z raka zrobić chorobę przewlekłą, a nie go wyleczyć, może dlatego, aby koncerny farmaceutyczne były nadal dochodowe? Wiadomo, że chemioterapia jest trucizną, która osłabia organizm. Czyli najpierw należy osłabić organizm, a potem próbować go uratować. Szkoda.
 
plus.google.com

Ale jest również pozytywny aspekt takich obserwacji. W końcu naukowcy i lekarze przyznali się, że jedyną bronią w leczeniu raka jesteśmy my sami, czyli nasz układ odpornościowy. Nikt tego nie zakwestionuje. Czyli doniesienia na temat alternatywnego leczenia nowotworów mają sens. Wykładnią wszystkich alternatywnych podejść jest uaktywnienie naszego układu odpornościowego. Bo czym innym jest agresywna dieta wykorzystująca warzywa i owoce jak nie bombą witaminowo-mineralną, która głównie działa na nasz układ odpornościowy? Czym jest witamina C jak nie tym samym? O melatoninie napisze osobny post, i wytłumaczę na czym może polegać jej działanie z naukowego punktu widzenia. Pozytywny aspekt ostatnich doniesień na temat immunoterapii i jej potęgi polega również na tym, że już nie powinniśmy się obawiać specjalistycznych diet w leczeniu chorób, jeśli w końcu uświadomimy sobie, że wszystko zaczyna się od układu odpornościowego, a jego sposób funkcjonowania zależy od sprawności działania naszego układu pokarmowego. Nowotworowa dieta powinna być zależna od stanu pacjenta i ustalana z uwagą. Powinny mieć na nią wpływ to co trawimy i na co mamy alergie albo nietolerancje. Każda dieta nowotworowa powinna być bardziej agresywna od tradycyjnego jej odpowiednika z tego powodu, że ma pobudzić zaspany układ odpornościowy.
 
montereybayholistic.wordpress.com
 

Głównym przesłaniem ostatnich doniesień na temat immunoterapii, czyli nowej broni w zwalczaniu nowotworów jest to, że mamy dwa wyjścia. Albo spróbować tradycyjnego leczenia z wykorzystaniem naświetleń i chemioterapii w połączeniu z immunoterapią mając nadzieję, że nowotwór stanie się przewlekłą chorobą (takie jest założenie), albo spróbować naturalnych agresywnych metod pobudzania układu odpornościowego, jeśli pozwala nam na to nasz organizm (mam na myśli tu zarówno dietę jak wysiłek fizyczny) i może powiedzieć lekom ...NIE!

link 1
link 2
link 3
link 4
 
 
 
 

 
 
 
 

niedziela, 24 maja 2015

Teorie spiskowe – witamina C

Dzisiaj postanowiłam napisać o witaminie C w kontekście... teorii spiskowych!!! Nasuwają mi się takie skojarzenia, gdy czytam rożne opracowania na temat skuteczności działań witaminy C. Na dzisiejszy blog posłuży mi artykuł, w którym zawarte są pewne informacje jakich chciałam użyć.

Nie będzie to bezpośrednie tłumaczenie. Postanowiłam, że użyję tego artykułu jedynie jako szkieletu...

Zombi powstaje z grobu – Witamina C jako lek na leczenie raka?

Jest to jedna z nielicznych terapii najczęściej używana przez zwolenników medycyny alternatywnej jako przykład skutecznego leczenia chorób. Tego typu informacje pojawiają się okresowo, wydaje się, że pojawiają się co dwa lata. I tak właśnie stało się teraz. Ostatnie tego typu informacje czytałem dokładnie dwa lata temu. Opublikowano właśnie wyniki dwóch badań, które były „sponsorowane” przez zwolenników medycyny alternatywnej i które mają pokazać, że Linus Pauling miał rację i w końcu został oczyszczony z zarzutów.

Ale czy rzeczywiście został oczyszczony z zarzutów? Myślę, że nadarza się idealna okazja, aby przyjrzeć się dowodom i zobaczyć jak to właściwie jest.
Jest już tradycją, że laureaci nagród Nobla pod koniec swojego życia mają tendencje do szerzenia dziwnych poglądów z pogranicza niekonwencjonalnej pseudonauki. Tak było z Linusem Paulingiem, Nikolaasem Tinbergenem lub Louisem Ignarrem. Może tak jest bo się wydaje im, że posiedli absolutną wiedzę, nie tylko w dziedzinie za którą otrzymali nagrodę Nobla.
 
medycyna-alternatywna.wieszjak.polki.pl

Nieważne co jest powodem takiego zjawiska, teoria dużych ilości witaminy C na leczenie chorób nowotworowych istnieje już od ponad kilkudziesięciu lat, a właściwie od 1972 roku, gdy Linus Pauling po raz pierwszy ogłosił swoją teorię. To Pauling po raz pierwszy powiedział, że spożywanie 1 g witaminy C dziennie zabezpiecza nas w 45% od przeziębień. Razem z Dr. Ewanem Cameronem, Linus Pauling opublikował obserwacje, że osoby z nieuleczalnym rakiem pod wpływem przyjmowania witaminy C o dawce 10g dziennie przeżywało o 3-4 razy dłużej, niż pacjenci, którzy jej nie przyjmowali.

Wszystko jest piękne i ładne, ale trzeba dodać, że ich protokół nie był sporządzony profesjonalnie tak jak to się teraz robi, był jednym wielkim bałaganem. Nie podzielono ludzi na grupy w zależności od wieku czy stanu zaawansowania choroby. Pauling stwierdził, że ich grupy reprezentowały losowo wybranych pacjentów do przeprowadzenia badań klinicznych. Testy przeprowadzone dwa lata później wcale nie były lepsze. Wybrano wielu z tych samych pacjentów i użyto trochę innej grupy kontrolnej...Jak to się stało że wyniki tych badań ujrzały druk? Pewnie dlatego, że ukazały się w czasopiśmie, którego członkiem był sam Linus Pauling. Czasopismo to słynne czasopismo naukowe PNAS, a nie czasopismo kliniczne. Autor sugeruje, że tak się stało ponieważ Pauling był członkiem tego stowarzyszenia.

Następstwem tej publikacji były kolejne badania kliniczne z użyciem witaminy C, które opublikowano w czasopiśmie New England Journal of Medicine. Wyniki badań pokazały, że duże dawki witaminy C wcale nie wpływają korzystnie na stan pacjentów. Pauling stwierdził, że rezultaty tych badań są co najmniej kontrowersyjne, ponieważ wszyscy pacjenci którzy uczestniczyli w tych badaniach wcześniej przeszli chemioterapię, która w dużym stopniu nadwyrężyła ich układ odpornościowy.

Wątpliwym jes,t że teoria mega dawek witaminy C w leczeniu rożnego rodzaju schorzeń ujrzałaby światło dzienne, gdyby to ktoś inny niż sam Linus Pauling ją przedstawił. Co gorsze, wyniki swoich badań Pauling nie publikował na łamach czasopism naukowych, ale publikował je w swoich książkach, głosił podczas swoich przemówień/prelekcji i założył swój własny Instytut, żeby dowieść prawdziwości swojej teorii.
 
mysieimyszki.blox.pl

Na potwierdzenie tego, że Pauling był fanatykiem posłuży nam historia z udziałem jego studenta a potem bliskiego współpracownika Dr. Arthura Robinsona. Przeprowadzając doświadczenia na myszach Robinson pokazał, że duże dawki witaminy C nie hamują wzrostu komórek rakowych, a wręcz przeciwnie powiększają ich wzrost, a nawet są przyczyną powstawania nowych komórek rakowych. I co zrobił Pauling? Pauling kazał odejść Robinsonowi z Instytutu, a jego badania nad zwierzętami zostały przerwane. Pauling oficjalnie stwierdził, że badania Robinsona były amatorskie i nieodpowiednie. Robinson podał do sądu Paulinga i jego Instytut i w zamian wypłacono mu sumę wielkości 575 tys dolarów. Pauling wyjaśnił, że ta suma była rekompensatą za utratę pracy i za opaty adwokackie.....
 
Na tym kończę przekład tego artykułu (zob. tutaj). Większość tego typu artykułów jest pisana przez lekarzy medycyny, niestety rzadko przez naukowców (duża różnica).

Dlaczego go użyłam i dlaczego uważam że jest przykładem teorii spiskowych?

Po pierwsze odpowiedzcie mi na pytanie czy po przeczytaniu tego artykułu wiecie dlaczego jest taka rozbieżność w obserwacji, że jedni obserwują pozytywne działanie witaminy C, a inni wręcz przeciwnie? Poza tym, czy możecie powiedzieć z czystym sumieniem, że jest wystarczająco dużo przykładów na to ze witamina C faktycznie działa?

Przypuszczam że na oba pytania odpowiecie NIE.

I o to właśnie chodzi. Przede wszystkim głównym przekazem takiego artykułu będzie informacja, iż Linus Pauling był heretykiem i fanatykiem i że nie należy wierzyć w nic co powiedział na temat witaminy C.

Po drugie, następnym przekazem tego typu artykułu będzie rozbieżność pomiędzy rożnego rodzaju badaniami. Jak to jest, że jedni widzą pozytywne działanie witaminy C, a inni wręcz przeciwnie?
 
commons.wikimedia.org

Zacznijmy od tego, że człowiek posiada mutację w genie GULO, która sprawia że nie jesteśmy w stanie sami produkować witaminy C, gdyż nie posiadamy enzymu przekształcającego glukozę w witaminę C. Wszystkie ssaki robią to, a my nie. Dodatkowo stwierdzono, że tego samego rodzaju mutacja występuje u świnek morskich, nietoperzy żywiącymi się owocami i u goryli. Żeby wyleczyć tego typu mutacje należy spożywać witaminę C i dostarczać ją wraz z pożywieniem. Dzienna rekomendowana dawka wynosi 60-100 mg. Dlaczego ustalono taką dawkę? Wydaje się dziwne, że tylko tyle potrzebujemy, podczas gdy ssaki produkujące witaminę C produkują ja w dużych ilościach, od 3 – 13 g dziennie! W okresie stresu produkcja dochodzi do 100g!!! Piszę o tym, ponieważ istotne w każdych badaniach jest wykorzystanie właściwego modelu. Otóż idealnym modelem do badania wpływu witaminy C na zdrowie jest świnka morska, a nie myszy. Świnka morska tak jak my posiada mutację w genie GULO, a myszy naturalnie produkują witaminę C. Robinson jednak do swoich badań użył myszy a nie świnki morskie. Pewnie stąd bierze się fakt, że jego rezultaty są inne od Paulinga. Ale o tym nikt nie napisze. Napiszą z kolei o tym ze Pauling był fanatykiem. Nie napiszą ze Pauling miał rację mówiąc, że badania Robinsona były amatorskie. Bo były. Nie użył do swoich badań właściwego modelu więc i wyniki jak to określił Pauling były nieodpowiednie.
 
www.guideglobal.com
 

To jest jeden aspekt który sprawia, że w literaturze istnieje chaos, który z kolei pozwala na robieniu nam wody z mózgu, i na ciągłym kwestionowaniu prawdziwości spożywania mega dawek witaminy C. Pomimo, że już wszyscy naukowcy wiedzą, że jedynym właściwym modelem do badania zależności pomiędzy witaminą C a zdrowiem jest świnka morska cały czas prowadzi się badania z wykorzystaniem mysz. Dlaczego? Przecież jest to „bad science”. Ponieważ sama prowadziłam badania i wiem jak rygorystycznie podchodzi się do opracowywania eksperymentów, to dziwne wydaje się, że ktoś funduje przeprowadzanie badań które nic n,owego nie wniosą? Stąd teoria spiskowa. Czyżby komuś zależało żebyśmy nie wiedzieli jak to właściwie jest z witaminą C (firmy farmaceutyczne)? Tego rodzaju zachowanie sprawia, że w literaturze cały czas będą istnieć obok siebie sprzeczne spostrzeżenia, co pomoże tylko w dyskredytowaniu zwolenników alternatywnej medycyny. Za każdym razem, gdy słyszycie glosy, że nie ma wystarczająco dużo dowodów na to że witamina C działa leczniczo, tak jest. I pewnie tak zawsze będzie. Zamiar jest taki, żeby nigdy nie było wystarczająco dużo dowodów. I to mnie smuci. Przypomina mi to okres średniowiecza.

Drugi aspekt tego samego problemu to badania kliniczne. Badania są tak opracowywane, żeby nie zbadać witaminy C samej w sobie. Jak do tej pory w badaniach klinicznych uczestniczą osoby, które przeszły operacje, naświetlania i chemioterapie i do tego dodaje się witaminę C. Z naukowego punktu widzenia tego typu eksperyment jest źle zaprojektowany, bo nie ma w niej grupy kontrolnej zażywającej jedynie witaminę C, bez naświetlania czy chemioterapii. I jeszcze przez bardzo długi czas nie będzie tego typu badań.
 
www.naturopathicbynature.com

Wnioski?

Moim zdaniem medycyna alternatywna jeszcze przez bardzo długi czas będzie walczyć z tradycyjną medycyną, ponieważ badania prowadzi się w ten sposób, żeby definitywnie nie stwierdzić w jaki sposób działają naturalne środki. Są sprzeczne informacje i nic na to nie poradzimy. Dzieje się tak, ponieważ komuś musi na tym zależeć, jak np. firmom farmaceutycznym. Jest wręcz niewyobrażalne, żeby dzisiejsze badania były źle opracowane i dodatkowo, żeby takie badania były opłacane. Jeśli tak się dzieje, to musi kryć się za tym jakiś cel....

Jeśli mamy rozpocząć okres oświecenia i wyjść ze średniowiecza musimy zrobić to na własną rękę. Nikt nam w tym nie pomoże. Musimy czytać i wyciągać wnioski. Wbrew pozorom jest dużo informacji, ale również żyjemy w czasach kiedy informacja staje się mało przystępna, bo jest specjalistyczna.
W przypadku witaminy C najważniejszą dla mnie informacją jest ta, że straciliśmy możliwość jej produkowania i w związku z tym musimy dbać o to, żeby ją regularnie dostarczać. Nie wierzę że możemy zrobić to tylko za pomocą żywności, bo spójrzcie jeszcze raz na moją tabelkę (zob. tutaj) i zobaczycie ile trzeba by było spożywać dzień po dniu owoców i warzyw, żeby dostarczyć wystarczającej ilości witaminy C. A ilość ta jest oparta na ilości 100 mg a nie 1 g.

Czy można wyleczyć raka witaminą C? Nie wiem. I nie wie tego nikt. Możemy jedynie sprawdzić to na własnej skórze. Ale zaletą okresu oświecenia jest branie życia w swoje ręce ze wszystkimi konsekwencjami jakie one za sobą niosą. Przestajemy być dziećmi, którzy wciąż szukają autorytetów i stajemy się dorosłymi, którzy codziennie podejmują decyzje i nie boją się wyzwań.

Jeśli to co opisałam do tej pory nie jest do końca jasne to dodam że:
Przyjmuje witaminę C regularnie (pomimo że moja dieta jest głównie złożona z warzyw), a mój mąż również dostaje extra dawkę czy mu się to podoba czy nie :)

https://www.sciencebasedmedicine.org/high-dose-vitamin-c-and-cancer-has-linus-pauling-been-vindicated/

http://www.quackwatch.com/01QuackeryRelatedTopics/pauling.html

http://www.researchgate.net/publication/44596637_Vitamin_C_prevents_cigarette_smoke_induced_atherosclerosis_in_guinea_pig_model

http://internetwks.com/owen/counter.htm